Cześć, nazywam się Clarice Bean.
Moja nauczycielka, pani Wilberton, chce, żebyśmy przygotowali na konkurs prezentacje o przeczytanych książkach.
Uważam, że to absolutne nudziarstwo, dopóki nie dowiaduję się, że zwycięzca otrzyma prawdziwą nagrodę. Ja i moja absolutnie najlepsza przyjaciółka Betty Moody koniecznie chcemy wygrać... Tylko jak???
Absolutnie cała ja to książka, w której po raz pierwszy u Lauren Child przewagę nad ilustracjami zdobywa tekst (bardzo świeży i zabawny – dodajmy). Co plasuje ten tytuł wśród pozycji dla nieco starszych (8-10 letnich) czytelniczek, które absolutnie i całkowicie będą mogły zidentyfikować się z przesympatyczną bohaterką.
______________________________________
Recenzja Joanny Olech z "Tygodnika Powszechnego"
Przygody Clarice Bean dotąd ukazywały się w postaci dużych, bogato ilustrowanych zeszytów. Teraz pora na gruby format kieszonkowy - ilustracji jest tu mniej, ale wynagradza to spora porcja opowieści Clarice - rezolutnej dziesięciolatki (?), trzeciej z czworga dzieci państwa Bean. Clarice nie jest podobna ani do grzecznej Kasi z „Gałki od łóżka" ani do żadnej z sióstr Penderwick... Trochę natomiast przypomina Maję Bursztyn - jest równie niezależna, wyszczekana, pomysłowa i odważna, na wskroś współczesna. Marzy, by zostać tajną agentką jak Ruby- bohaterka jej ulubionych książek. Dziewczynka bez ogródek wyraża swoje sympatie i antypatie, jawnie opędza się od niechcianego zalotnika - chłopca z sąsiedztwa imieniem Robert Granger. Rodzice Clarice to zapracowany biurowy tata i trzeźwo myśląca domowa mama - oboje nie mają kwoczych instynktów, toteż ich córka rośnie nie krępowana, pewna siebie na granicy arogancji. Zaletą książki są dobrze zaobserwowane realia domowe - drobne szczegóły, które całą opowieść czynią dowcipną i wiarygodną. Inteligentna dziewczyńska lektura!
|